vry13eg1iiejumnzmup2t8zs0rph6z

Żyjemy w czasach, w których proces rekrutacji przypomina czasem rozmowę dwóch robotów. Kandydat generuje CV za pomocą sztucznej inteligencji, a system ATS po stronie agencji automatycznie je odrzuca lub akceptuje na podstawie suchych słów kluczowych.

Masowość wyparła jakość.

Co z tego mamy? Frustracja, tysiące wysłanych aplikacji i wszechobecny ghosting.

W tym technologicznym szumie łatwo zapomnieć o jednym: biznes to wciąż ludzie, a nie pliki PDF.

Kiedy wszyscy wokół ścigają się na automatyzację, ja świadomie robię krok w tył i stawiam na Human-Centric Recruitment, czyli rekrutację opartą na człowieku. A potem słyszę podczas spotkania:

„Takie rozmowy o pracę są dziś rzadkością”

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ zanim w ogóle pomyślę o przekazaniu profilu kandydata do mojego klienta, robię coś, czego algorytm nie potrafi a tradycyjne sztampowa rozmowa o pracę nie osiągnie. Co mam na myśli? Otóż głęboko badam umiejętności budowania relacji.

Nie interesuje mnie tylko to, co kandydat wpisał w rubryce „doświadczenie”. Chcę wiedzieć, jak komunikuje się w kryzysie, jak słucha, jak buduje zaufanie i czy ma w sobie empatię niezbędną do pracy w zespole.

Rozmawiamy po partnersku, bez sztywnych skryptów i rekrutacyjnego żargonu.

To nieszablonowe podejście owocuje tym, że moje relacje z kandydatami nie kończą się wraz z zamknięciem procesu. Większość z tych osób chce pozostać ze mną w stałym kontakcie na przyszłość.

Normą stało się, że gdy ktoś z nich odwiedza moje okolice, dostaję wiadomość:

„Cześć, jestem w pobliżu, masz czas na szybką kawę?”.

Najlepszym dowodem na to, że relacja ma biznesowy sens, jest sytuacja z mojej własnej praktyki. Prowadziłam proces na wymagające stanowisko handlowe dla jednej z firm produkcyjnych.

Podczas naszej szczerej, głębokiej rozmowy kandydat sam doszedł do wniosku, że ta konkretna rola nie pasuje do jego obecnych celów zawodowych.

W świecie masowej rekrutacji to byłby koniec tematu, ale dzięki partnerskiej atmosferze, jaką stworzyliśmy, ten człowiek powiedział mi:

„Wiesz co? Ja do tego projektu nie pasuję, ale mam świetnego kolegę, dla którego to będzie idealne miejsce, więc dam mu do Ciebie namiar. Musisz z nim porozmawiać”.

Połączył nas. Kolega wziął udział w rekrutacji, został zatrudniony i dziś od ponad dwóch lat z sukcesem rozwija się w firmie mojego klienta. Co więcej, jest mi wdzięczny, że dałam mu szansę i do dziś aktywnie wspiera moją działalność regularnie polecając moje posty na LinkedIn, dzwoniąc osobiście z życzeniami na różne okazje w tym moje urodziny.

Jedna szczera rozmowa przyniosła potrójny wygrany los: dla klienta, dla nowego pracownika i dla mojej sieci kontaktów.

Bezpiecznik w świecie, który każe czekać

Rekrutacja to emocje, często podszyte stresem. Każdy z nas słyszał historie o procesach, które ciągną się tygodniami, podczas których kandydat zostaje pozostawiony sam sobie w informacyjnej próżni.

Dzięki temu, że od pierwszych minut stawiam na autentyczną relację, moi kandydaci zyskują poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że nawet jeśli proces po stronie klienta się rozciąga, nie zostaną pominięci. Mogą do mnie bezpośrednio zadzwonić, napisać i po prostu zapytać, na czym stoimy.

Partnerskie relacje budują odporność na rynkową niepewność. Zaufanie sprawia, że najlepsi specjaliści nie rezygnują z procesu tylko dlatego, że korporacyjne młyny mielą wolniej.

A w tym wszystkim wygrywa autentyczność relacji człowieka z człowiekiem. 

Jakość, która broni nawet „starych” formatów

Praca na rynku rekrutacyjnym nauczyła mnie jednej, kluczowej zasady: liczy się jakość, a nie ilość przetwarzanych aplikacji.

Kiedy jako rekruter skupiasz się na wysłaniu klientowi trzech idealnie dopasowanych, zweryfikowanych ludzkich historii zamiast trzydziestu losowych życiorysów, dzieje się magia. W takim modelu formatowanie dokumentów schodzi na dalszy plan.

Kandydat może przynieść mi klasyczne CV, wyglądające dokładnie tak jak 10 lat temu, bez nowoczesnych grafik, bez optymalizacji pod roboty i bez pomocy sztucznej inteligencji.

Jeśli jednak za tym prostym dokumentem stoi wartościowy człowiek z pasją i kompetencjami, które dostrzegam podczas naszej relacyjnej rozmowy, ma on pełne szanse zaistnieć i wygrać dalsze etapy procesu u klienta. Ponieważ mój klient nie kupuje ładnego szablonu z Canvy. Kupuje człowieka, którego mu rekomenduję i za którego ręczę.

Tylko, czy masz rekrutera w swojej firmie, który ma naturalne umiejętności budowania relacji, czy takiego, co chowa się za szablonami, AI i ATSami?

Wnioski na przyszłość

Automatyzacja jest świetna do planowania kalendarza, weryfikowania informacji o kandydacie w Internecie, czy segregowania danych. Jednak w momencie, gdy z rekrutacji znika czynnik ludzki, firma traci szansę na pozyskanie talentów, które wnoszą do organizacji prawdziwą wartość.

Zwrot ku relacjom to nie jest chwilowa moda. To jedyny ratunek przed znieczulicą rynku pracy.

Po więcej zapraszam na metoda rekrutacji, która działa

🔍 FAQ – Najczęściej zadawane pytania

  • Czy klasyczne CV ma jeszcze szanse w nowoczesnej rekrutacji? Tak. Jeśli rekruter pracuje w modelu jakościowym, a nie ilościowym, klasyczny format CV sprzed lat nie jest przeszkodą. Kluczowa jest weryfikacja realnych kompetencji i umiejętności budowania relacji podczas bezpośredniej, partnerskiej rozmowy, a nie ocena graficznego szablonu przez algorytmy ATS.Jak sprawdzić umiejętności budowania relacji u kandydata? Umiejętności relacyjne (soft skills / power skills) najlepiej bada się poprzez nieszablonowy wywiad rekrutacyjny pozbawiony sztywnych skryptów. Kluczem jest stworzenie partnerskiej atmosfery zaufania, która pozwala kandydatowi na naturalną komunikację, pokazanie empatii, zdolności aktywnego słuchania oraz reakcji na stres czy wydłużający się proces.Czym jest Human-Centric Recruitment (rekrutacja skoncentrowana na człowieku)? To podejście do rekrutacji i zatrudniania, które stawia człowieka i autentyczną relację ponad automatyzację i algorytmy AI. Charakteryzuje się pełną transparentnością, dbaniem o doświadczenie kandydata (Candidate Experience) oraz budowaniem długofalowego networkingu, co przekłada się na wyższą jakość zatrudnienia i lepsze dopasowanie pracownika do kultury organizacyjnej firmy.


Marta Olesiak

O Autorce: Marta Olesiak – założycielka i serce butiku rekrutacyjnego MOCompany. Ekspertka z doświadczeniem w rekrutacji snajperskiej (Direct Search & Executive Search) dla struktur komercyjnych, sprzedaży i marketingu B2B. Zwolenniczka uczciwości, transparentności i bezkompromisowego podejścia do biznesu. W oficjalnych notowaniach międzynarodowej platformy analitycznej Favikon zdobyła 2 miejsce w Polsce w branży HR Industry na LinkedIn z wynikiem LinkedIn Score 87.5/100. Dzięki organicznej sieci ponad 50 000 zaangażowanych profesjonalistów dociera do pasywnych kandydatów C-level, którzy dla masowych agencji rekrutacyjnych pozostają nieuchwytni. Szukasz lidera sprzedaży lub marketingu, który realnie dowiezie wyniki? Skontaktuj się bezpośrednio: marta@mocompany.pl.

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *