vry13eg1iiejumnzmup2t8zs0rph6z

Postanowiłeś zatrudnić nową osobę do zespołu. Zleciłeś swojej osobie z Działu HR znalezienie kogoś na kluczowe stanowisko. Ona na tzw. „czuja” wystawiła ogłoszenie bazując na tym, co podpowiadało jej AI na znanym portalu. Efekt był taki, że dostała 200 aplikacji i się przeraziła, bo na głowie ma jeszcze urlopy pracowników, szkolenia, zwolnienia lekarskie i ciągłe gaszenie pożarów.

W końcu znalazła czas, by do tego usiąść (minął dobry miesiąc). Żeby było szybciej, skorzystała z selekcji AI, które jak wszyscy wiemy, popełnia błędy. Zaprosiła na rozmowę pięciu, którzy jeszcze byli zainteresowani spotkaniem a z nich wybrała Ci trzech.

Spotkałeś się, zdecydowałeś na tego z którym było „flow” i był młodszy od Ciebie (no przecież nie zatrudnisz rówieśnika, bo się będzie panoszył) a potem pojawił się na chwilę a Ty poniosłeś straty kolejnej rekrutacji i nieobsadzonego stanowiska.

Dlaczego tak się stało?

Rekrutacja po taniości

Zamiast dać wsparcie swojej już przeciążonej osobie od rekrutacji, postanowiłeś przyoszczędzić te 20000-30000pln na headhunterze (cena uzależniona od wynagrodzenia specjalisty) nie widząc, że właśnie tracisz więcej, bo przecież czas nieobsadzonego stanowiska oraz okres w którym pobierał wynagrodzenie, wyniosło z trzy razy tyle.

Pazerny dwa razy traci…

Więc policz sobie ile kosztował Twój czas na rozmowy z kandydatami, czas tej pani co rekrutowała a także koszty stanowiska nieobsadzonego a potem źle obsadzonego. Lekką ręką wtopiłeś z 60000-90000pln tylko dlatego, że nie chciałeś dać zarobić headhunterowi, który nie dość, że ma dostęp do kandydatów pasywnych (takich, co nie szukają pracy – tak, ja też ich mam pod ręką), to jeszcze oszczędza czas Twój i twojej pracownicy a do tego daje gwarancję na kandydata.

Kolorowanie rzeczywistości przez obie strony

W czasach, gdy AI wypluwa każdemu idealne CV w kilka sekund (obecnie działy HR mierzą się nawet z CV osoby, która nie istnieje), łatwo o pomyłki wykorzystując stare metody rekrutacji.

Jeśli zatem zarobiona pracownica innymi zadaniami, zaczyna rekrutować, to może nie zdawać sobie z tego sprawy, że tak, jak istnieją oferty pracy widmo, tak samo istnieją CV wydmuszki. Dlatego też myśląc, iż złapała srokę za ogon, okazuję się, że:

  • kandydaci nie odbierali telefonu,
  • na spotkanie przyszła osoba, która totalnie nie wiedziała o co chodzi, bo aplikowała gdzie się da,
  • na spotkanie przyszła osoba, która nie miała kompetencji, które wpisała w CV

Jest coś jeszcze… Ogłoszenie o pracę w Twojej firmie AI też podkolorowało tak, by było cudowne ale przez to zupełnie ogólne, więc aplikował każdy, komu się wydawało, że się nada. Dlatego z 200 CV było raptem 5 nadających się wstępnie osób a z nich 3, które faktycznie spełniały oczekiwania.

Czego tu zabrakło? Jakości zamiast ilości, czyli direct search. No ale przecież nie będziesz sam wydzwaniał do pracowników konkurencji, ani Twój pracownik, bo możesz się narazić na nieprzyjemności a nawet sprawę w sądzie. Od tego jestem ja (warianty współpracy tutaj https://mocompany.pl/profesjonalna-rekrutacja-pracownikow-headhunting/).

Podejście do rozmowy – ja jestem panem, ty wyrobnikiem

Kto Ci przyjdzie pracować do firmy w której od wejścia mu się pokazuje, gdzie jego miejsce…?

Tak, tylko ten, kto nie ma innej opcji i potrzebuje zahaczyć się gdzieś na chwilę. On będzie pokorny, uległy i sprawi, że złapiesz z nim te swoje „flow” tylko po to, byś dał mu zarobić na czas szukania innej pracy. Potem Ty zostaniesz znów z pustym wakatem i rekrutacją od nowa.

Miałam w swojej karierze headhunterskiej taką sytuację, że mój klient położył spotkanie z bardzo dobrym kandydatem a potem, gdy ten kandydat był już zrażony do firmy, to po niego wydzwaniał, bo jak się okazało, był najlepiej pasującym na to stanowisko.

Co nie zagrało? Wąż w kieszeni u prezesa i jego dyrektora zarządzającego. Chcąc przyoszczędzić, panowie zaczęli kombinować a człowiek, który miał już pracę a do tego rodzinę na utrzymaniu, się wycofał, co dla mnie było zrozumiałe, więc sama więcej nie współpracowałam z tą firmą.

Jest coś jeszcze. Poza psuciem wiarygodności firmy poprzez zmienianie ustaleń związanych z wynagrodzeniem i warunkami umowy na etapie rozmów (co innego w ogłoszeniu lub w rozmowie z headhunterem, a co innego na spotkaniu z zarządem), jest jeszcze jeden ważny aspekt, który chcę nadmienić:

Okazywanie łaski, że może kandydat u Ciebie pracować i wyższości nad kandydatem.

Ktoś, kto ma wiedzę, doświadczenie i szacunek do siebie, nie zatrudni się w firmie w której jest takie podejście podczas rozmów (tak, zatrudni się ten, co potrzebuje się gdzieś zahaczyć).

Możesz być najlepszym na świecie właścicielem firmy i nie zdawać sobie z tego sprawy, jak Twoja pani Manager HR, Twój Dyrektor Zarządzający, czy inny decydent prowadzą rozmowy rekrutacyjne. To najszybciej wychodzi w praniu, czyli wtedy, gdy zainwestujesz we współpracę z taką osobą, jak ja i masz ode mnie feedback, dlaczego najlepszy na rynku kandydat nie chce pracować w Twojej firmie.

Oczywiście są to skrajne przypadki, bo jak już firma współpracuje z moją firmą

Ten artykuł pierwotnie ukazał się na moim profilu LinkedIn Link do artykułu na moim profilu LinkedIn


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *