Coś tu śmierdzi niczym wybijające szambo. Publikujesz ofertę pracy, dostajesz 278 aplikacji w trzy dni… i nic. Ani jednej osoby, o której pomyślisz: „wow, to jest ten kandydat”. Znasz to? Jeśli tak, to nie jesteś sam – 80% właścicieli firm w Polsce deklaruje, że ich rekrutacje kończą się albo fiaskiem, albo półśrodkiem: „wzięliśmy kogoś, kto był dostępny, niekoniecznie najlepszy”. Większość aplikujących tylko bada rynek i sprawdza, czy dostanie lepsze warunki, niż te, co już ma.
Problem? Nie brak ludzi. Brak kompetencji.
CV nie sprzedaje kompetencji – sprzedaje iluzję
Dzisiaj każdy ma „doświadczenie w sprzedaży”, „kompetencje komunikacyjne” i „nastawienie na cel”. Brzmi znajomo? Tylko że za tymi słowami bardzo często stoi brak wyników, brak odporności i brak pokory. A Ty, jako właściciel firmy, tracisz tygodnie na przeglądanie stosu CV, które nic nie znaczą. Zanim dobijesz do pierwszej sensownej rozmowy, konkurencja już podpisała umowę z kandydatem, który naprawdę dowozi.
Jest coś jeszcze… Większość aplikujących ma już umiejętność wykorzystywania ChataGPT i innych narzędzi AI, by dostosować CV do ogłoszenia w taki sposób, żeby Ci się wyświetlić, jako najlepszy kandydat.
Kto pierwszy, ten lepszy – brutalna prawda o rekrutacji
Dane nie kłamią:
- Średni czas podjęcia decyzji rekrutacyjnej w małych firmach: 21 dni.
- Średni czas u firm z dobrze ustawionym procesem i headhunterem: 7 dni.
- Różnica? 14 dni. W tym czasie Twój idealny kandydat już pracuje… tylko nie u Ciebie.
To nie czary mary. To strategia. Najlepsze firmy nie czekają, aż kandydaci spłyną – one polują i to nie same, żeby się nie kompromitować, tylko ze wsparciem headhuntera. A Ty, jeśli wrzucasz ogłoszenie i modlisz się o talenty, grasz w totolotka z pustym kuponem.
Firma, która przestała błądzić
Firma handlowa z branży B2B. Posiada 34 osoby w zespole. Rekrutacje prowadzili sami – 6 tygodni na jedno stanowisko, 214 aplikacji spłynęło na ogłoszenie i było zero efektów. Po miesiącu współpracy ze mną:
- czas rekrutacji skrócony z 6 tygodni do 9 dni,
- 3 kandydatów z top 10% branży,
- jeden zatrudniony po 2 rozmowach,
- wzrost sprzedaży o 22% po 3 miesiącach.
Co się zmieniło? Nie kandydaci, nie rynek. Zmieniło się podejście. Zamiast łowić przypadkowych „sprzedawców z ambicjami”, zaczęliśmy targetować ludzi, którzy już mają wyniki, ale są niedoceniani (oczywiście istotą strategii było też zaproponowanie lepszych warunków nowo zatrudnianej osobie, więc wpierw ustaliliśmy ramy finansowe po stronie klienta, potem moim zadaniem było wybadanie oczekiwań kandydatów i raportowanie klientowi, czy się mieści w budżecie, czy przyjdzie ciut dołożyć). To jest ta różnica między „rekrutacją” a headhuntingiem z jajami.
Twoja konkurencja już to robi
Nie wierzysz? Zobacz, co dzieje się na LinkedInie: headhunterzy podbierają ludzi w biały dzień. Najlepsi mają już dość wiadomości z pierdołami i jedynie reagują na konkrety (ileż można dawać się nabrać na te ściemy o fajnej firmie z brakiem widełek wynagrodzenia).
Firmy inwestują nie w ogłoszenia, tylko w relacje i precyzyjny research kandydatów. A Ty, jeśli dalej wierzysz, że wystarczy wrzucić ofertę na portalu pracy, to sorry, ale grasz w ligę amatorską. Bo kiedy Ty analizujesz 200 zgłoszeń, Twoja konkurencja rozmawia z 3 najlepszymi ludźmi w branży.
Potrzebujesz wymienić managerów i dyrektorów, przeczytaj więcej tutaj, nim się zbłaźnisz https://mocompany.pl/twoja-firma-szuka-dyrektora-cala-konkurencja-wlasnie-sie-smieje/
Czy znasz koszt złej rekrutacji?
Lubisz liczby? To policzmy. Przyjmijmy, że zatrudniasz handlowca za 8000 zł brutto. Źle dobrana osoba:
- koszt wdrożenia: 15 000 zł,
- strata sprzedaży: średnio 40 000 zł,
- frustracja zespołu i klientów – bezcenna (gorzej, gdy klienci zwieją do konkurencji).
W sumie: 55 000 zł w błoto. I to tylko jedno nietrafione stanowisko.
Teraz pomnóż to przez trzy. Tak, 165 000 zł za wiarę w „dajmy mu szansę”.
Polecam artykuł https://mocompany.pl/handlowiec-sie-nie-sprawdzil-rekrutacja-handlowca-i-najczesciej-popelniane-bledy/
Rekrutacja to nie HR – to strategia biznesowa
Nie szukasz pracownika. Szukasz osoby, która przyniesie Ci wynik, spokój i rozwój. To nie może być przypadek. Rekrutacja to dziś gra o czas, kompetencje i emocje. Kto ogarnia, ten wygrywa. Kto czeka ten płaci.
Z mojego doświadczenia zauważam, że często decydenci „mają czas” na:
- kontakt z kandydatem, którego CV czeka na mailu,
- udzielenie informacji zwrotnej z „co dalej”,
- poinformowanie mnie, czy chcą zatrudnić kandydata, czy też nie, żebym chociaż ja mogła zatrzymać osobę, nim się zdecyduje na ofertę konkurencji (hitem jest klient co zapłacił za rekrutacje i zapadł się pod zmienie)
To wpływa na marnowanie potencjału i zwiększenie ryzyka, że nie zatrudnią nikogo.
A teraz brutalnie i szczerze, jak zawsze u mnie 😉
Jeśli:
- masz dziesiątki CV, ale żadnego człowieka z ikrą,
- widzisz, że konkurencja Cię wyprzedza,
- masz wrażenie, że rekrutacja to ruletka…,
- Twoi rekruterzy nie dowożą wartościowych osób.
To czas, żeby przestać się łudzić. Nie potrzebujesz kolejnego ogłoszenia. Potrzebujesz kogoś, kto potrafi wyciągnąć z rynku ludzi, którzy naprawdę dowożą.
Tym się zajmuję. I robię to skutecznie.
Bo rekrutacja to nie gra w zgadywanie. To walka o przewagę i w tej walce nie wygrywa ten, kto ma 300 CV, tylko ten, kto ma jednego właściwego człowieka.
Zanim opublikujesz kolejne ogłoszenie i znów dostaniesz setkę CV od ludzi, którzy „lubią wyzwania”, zadaj sobie jedno pytanie:
Ile jeszcze razy chcesz płacić za własną naiwność?
Bo Twoja konkurencja już dawno przestała wierzyć w przypadek. Zamiast liczyć na szczęście zleca rekrutację ludziom, którzy naprawdę wiedzą, gdzie szukać graczy, nie statystów.
Więc jeśli chcesz mieć w zespole topowego sprzedawcę, lidera albo specjalistę, którego inni próbowali zdobyć, zanim go ktoś inny podkupi, pogadaj ze mną.
Nie obiecuję „idealnych kandydatów”. Obiecuję, że przestaniesz marnować czas i pieniądze.
Więcej o ofercie tutaj https://mocompany.pl/rekrutacja-pracownikow-i-inne-uslugi/
📩 Napisz. Zanim Twój przyszły pracownik podpisze umowę… tylko nie z Tobą.
0 komentarzy