vry13eg1iiejumnzmup2t8zs0rph6z

Mogłabym się biczować i doszukiwać winy w sobie, kiedy kandydat w ostatniej chwili zrezygnuje ze zmiany pracy na ofertę mojego klienta. Mieszać go z błotem też bym mogła, bo przecież przepada mi prowizja i pieniędzy nie zobaczę. Jednak jestem na tyle nienormalna, że wolę mieć z nim relacje i dowiedzieć się, co wpłynęło na tak radykalną zmianę po tym, jak już strony były dogadane.

Dziś wyjawię, dlaczego kandydaci rezygnują ze zmiany pracy w ostatniej chwili, bo sama mam i takie przykłady (tak, ja też ponoszę porażki), więc mam porcję wiedzy niewyssaną z palca dla wszystkich właścicieli firm i działów HR.

Życie osobiste podstawą życia zawodowego

Jeżeli ktoś ma męża czy żonę co zarabia na tyle dobrze, by utrzymać całą rodzinę, to ma mniejszy opór do zmian pracy. On po prostu wie, że jeśli firma go oszuka, to będą mieli z czego żyć. Inaczej sprawa wygląda z osobami utrzymującymi się samodzielnie, które już nie mieszkają z rodzicami. Niejednokrotnie też zmuszone zostały do wzięcia kredytów, a jak dobrze wiemy banki nie interesuje skąd mają na ratę, bo mają mieć i tyle.

Nawet jeśli taki singiel jest już gotowy i chętny do zmiany, to nim nastąpi dzień jego stawienia się w pracy będzie tą firmę filtrował na wszystkie możliwe sposoby, czyli:

  • przeliczy wynagrodzenie kilkukrotnie, czy aby na pewno mu się to opłaca,
  • pójdzie z umową do prawnika,
  • sprawdzi dokładniej opinie firmy na rynku

To nic, że on już był nawet u przyszłego pracodawcy na dniach próbnych i załapali flow. Ufaj i sprawdzaj w jego przypadku to must have, bo on nie może nie mieć dochodów.

Brak zaufania do nowych pracowników w odpowiednio skonstruowanej umowie

Pamiętam to do dnia dzisiejszego, jak dostałam pewną umowę zatrudnienia do firmy IT. Pewnie nie robiłabym dziś tego co robię, gdybym ją wtedy podpisała, bo to jedna ze znanych na giełdzie firm, która dawała mi dobre zarobki i samochód klasy premium. Co spowodowało, że podziękowałam za szansę zmiany życia o 180 stopni?

Tak, to były kary umowne przekraczające moje miesięczne wynagrodzenie oraz zakaz konkurencji bez wynagrodzenia podczas jego trwania.

Jeśli do nowego pracownika podchodzi się od razu jak do złodzieja, to i on przestaje ufać firmie. Już pominę fakt, że nie zawsze te zapisy są zgodne z prawem, jednak dość często stosowane.

Doświadczeni na rynku wyjadacze znający swoje prawa od razu każą usunąć przyszłemu pracodawcy taki zapis. Mniej doświadczone osoby pójdą do prawnika i uświadomione tym, co im grozi, zrezygnują.

Kombinowanie z zarobkami

A to kontrakcik na B2B, a to ukrywanie, że wynagrodzenie np. 10 000pln brutto składa się z części stałej w wysokości 6 000pln brutto i 4 000pln brutto premii ruchomej. No czego to polski przedsiębiorca nie wymyśli, oby tylko wyjść na swoje.

Żeby nie było, to ja nie mam nic do kontraktów. Sama tak często pracuję. Jednak jeszcze pięć lat temu, będąc człowiekiem o mentalności etatowca, bałam się jak diabeł święconej wody zakładania działalności gospodarczej.

Mogli mi proponować gruszki na wierzbie, a ja i tak uciekłam.

Zatem jeśli mamy kandydata, co nigdy nie pracował w ten sposób a jest wartościową osobą pod względem doświadczenia, to czy nie lepiej się ugiąć i dogadać na normalnej umowie o pracę, niż kombinować na podatkach?

Komunikacja co leży i kwiczy

Wielu firmom się wydaje, że jak złapali gąskę za ogon, to mogą ją zacząć olewać. To nie odpiszą na mail, to nie zadzwonią pomimo umówionego terminu kontaktu. Co to rodzi w głowie przyszłego pracownika?

Jeśli oni mnie już olewają po tym, jak powiedziałem, że chcę u nich pracować, to co to będzie później?

Firma dzięki takim działaniom traci zaufanie w oczach nowego, jeszcze do końca niezatrudnionego pracownika. Gratulować należy ludziom z HR i właścicielom za takie nieprofesjonalne podejście do człowieka.

Tu nie ma miejsca na tłumaczenie, że ktoś zapomniał odpisać na mail, czy zadzwonić, bo przecież o odebraniu dziecka z przedszkola też się nie zapomina a dobrze wiemy, że ten nowy jest jak dziecko, którym wpierw trzeba się zaopiekować a nie olewać, bo się już zgodził pracować dla nas.

Ja tutaj rządzę, czyli pan każe a sługa musi

Wpierw było miło i przyjemnie do czasu aż rekrutowany wyraził chęć zatrudnienia. Nagle korespondencja zaczęła być oschła, telefony z nakazującym tonem i na każdym kroku pokazywanie łaski, że się go w ogóle zatrudnia.

PRL – owskie metody zarządzania nadal są stosowane w wielu firmach. Traktuje się tam pracowników jak wyrobników a nie wartość jaką mogą dać firmie. Do tego wręcz temperuję się osoby, które mają pomysły na usprawnienia np. produkcji, czy wzrost sprzedaży. Ma być tak, jak chce właściciel albo wcale i żadne argumenty tutaj nie docierają, bo on wie przecież lepiej, bo to jego firma.

Reasumując, możesz nadal dawać straszaki w umowie, traktować ludzi jak śmieci, kombinować z podatkami i mieć komunikacyjny chaos w firmie, bo przecież jest ona Twoja, ale wtedy nie jęcz, że nie ma ludzi do pracy.

Ludzie są, tylko nikt o zdrowych zmysłach nie porzuci sprawdzonej już przystani, dla kogoś, kto nie wzbudza jego zaufania na starcie.

Po nowych pracowników zapraszam do kontaktu na https://mocompany.pl/


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *