vry13eg1iiejumnzmup2t8zs0rph6z

Zastanawiasz się dlaczego w Polsce jest, jak jest i nic się od lat nie zmienia. Niezależnie, czy szukasz pracy, czy masz ciepłą posadkę i budujesz zespół a może jesteś właścicielem firmy, ten artykuł jest dla Ciebie.

Rekrutacja po polsku: festiwal pozorów

Niezależnie, czy to korporacja, MŚP, rekrutacja w wielu polskich firmach wygląda jak odcinek paradokumentu: niby jest plan, niby są aktorzy, niby ma być profesjonalnie… a wychodzi jak zawsze i nawet ATS nie jest w stanie nad tym zapanować. Kandydaci przychodzą z doświadczeniem, CV dopieszczonym jak memy na TikToku, a trafiają na trio rekruterów, którzy pytają: „Gdzie widzi się Pan za 5 lat?”, jakby sami wiedzieli, gdzie będzie ich firma za pół roku.

Błędy? Masa i tu najczęściej spotykane to:

  • Brak przygotowania prowadzących.
  • Chaos zamiast procesu.
  • Brak decyzji.
  • Zero info zwrotnego.
  • Zadania rekrutacyjne z kosmosu.
  • I to klasyczne „odezwiemy się”, które w 70% przypadków znaczy: „nie licz na nas, nie mamy odwagi powiedzieć tego wprost”.

Nepotyzm: kolesiostwo jako strategia „rozwoju”

„Znam go, to dobry chłopak, weźmy go”.

I tak właśnie rodzą się problemy kadrowe, rotacje i konflikty. W wielu firmach nadal wygrywa kogo znasz, nie co potrafisz. Kolesiostwo niszczy struktury, bo ludzie czują się niewidzialni a ich kompetencje przegrywają z układami. Dla przykładu często widzimy oferty pracy a potem się okazuje, że niby raptem zatrudnili kogoś wewnątrz organizacji. Zatem po co ta ściema i zawracanie dupy uczciwym ludziom? Już tłumaczę:

Niech to będzie przykład Dyrektora Handlowego. Firma dała ogłoszenie, aplikujący zawołali po 20 000pln, więc bardziej opłacało im się awansować jednego z handlowców, który dotychczas pracował za 10 000pln brutto, dać mu dla zmotywowania te nawet 3000pln brutto i znaleźć kogoś na jego miejsce do 10 000pln brutto. Oszczędność pozorną widać gołym okiem, ale rzeczywistego zagrożenia już nie. Co mam na myśli?

  1. pozwalniają się inni dobrzy handlowcy, bo „dlaczego on a nie ja” i tu kłania się brak docenienia,
  2. klienci zwieją, gdy przejmie ich ktoś nowy a lubili się z poprzednim,
  3. nowy się wypali pod presją wyniku zespołu, bo choć był świetnym handlowcem, to nie radzi sobie z zarządzaniem

A najgorsze w tym wszystkim? Ci „z polecenia” często są nieusuwalni. Robią błędy? Cóż, szef „pogada”, ale i tak zostają. Zespół gotuje się w środku, morale leci w dół, a koszty rosną, bo firma płaci za lenistwo i niekompetencję.

Rodzina w firmie: przepis na telenowelę

W rodzinnych biznesach są dwie opcje: albo leci jak złoto, albo wybucha jak dynamit. Problem zaczyna się, gdy brat, szwagier czy kuzyn dostaje stołek „bo rodzina”, mimo że jego jedyne kwalifikacje to „bycie na wigilii”.

Pracownicy widzą faworyzowanie. Widzzą podwójne standardy. Widzą, że rodzina może więcej. I tak znika zaufanie. Zespoły zaczynają grać na przetrwanie a to pierwszy krok do firmowej stagnacji.

Rodzina w zarządzie to ciekawa mieszanka w szczególności, gdy mamy małżeństwo, gdzie jedno o drugiego jest zazdrosne a do tego przenoszą problemy prywatne do biura. Innym przykładem są rodzeństwa o odmiennych poglądach. Brat każe jedno pracowniko, siostra drugie a zespół stoi w rozkroku, bo nie chce oberwać.

Dyskryminacja 50+: najgorsza zmora rynku pracy

Piszę o tym dość często. W Polsce 50+ to „problem”, nie człowiek. Pracodawcy boją się dojrzałych pracowników jakby ci mieli zaraz przynieść fax zamiast pomysłów. A przecież to oni mają wiedzę, spokój, doświadczenie i odporność na dramy. Może jedynie w niektórych przypadkach minusem będzie zbytnie narzucanie poglądów, czy nie nadążanie za nowymi technologiami, ale to da się wyłapać podczas rekrutacji.

Firmy mówią, że „nie pasują do kultury”. Prawda? Nie pasują do kultury chaosu, partactwa i biegania jak bezgłowe kurczaki. To nie jest wada, to sygnał, że firma potrzebuje… właśnie ich.

Seksizm i stereotypy: „bo ona może zajść w ciążę”

Jeśli jest coś, co nie chce umrzeć w polskim biznesie, to przekonanie, że kobieta = ryzyko. „Może zajdzie w ciążę.” „Ma dzieci, nie będzie dyspozycyjna.” „Za emocjonalna.”

Zabawne, że te same firmy nie widzą problemu, gdy facet od trzech lat jest wypalony, sfrustrowany i wisi mentalnie na włosku. Seksizm wciąż siedzi w rozmowach, decyzjach i kulturze często pod płaszczykiem „logistyki biznesowej”. A ja siedzę i się śmieję, bo mnie kiedyś z tego tytułu też odrzucali na rozmowach a dzieci nie mam po dzień dzisiejszy. Baaa… wcale mnie nie dziwi, że młodzi tych dzieci za bardzo nie chcą, bo jak widzą tą patologię a wiedzą, że z czegoś żyć muszą, to wolą żyć jak singiel i nikogo nie krzywdzić.

Mikroprzemoc i mobbing, czyli codzienność w białych rękawiczkach

Nie trzeba wrzasków, żeby kogoś niszczyć. Wystarczy:

  • podważanie kompetencji – wyśmiewanie – docinki – odbieranie projektów – karanie ciszą – ignorowanie pomysłów – stawianie pod tablicą i deklarowanie „ile dziś sprzedasz”

To wszystko działa jak kroplówka negatywów, która dzień po dniu wyżera człowieka od środka. Mobbing w Polsce często jest zamaskowany jako „styl zarządzania”. A przecież to tylko brak kompetencji ubrany w tytuł kierownika. Przerobiłam wszystkie, to wiem, jak to wypala i niszczy własne postrzeganie swoich umiejętności. Dlatego dziś pracuję z ludźmi i pokazuję im potencjał na zajęciach (oferta tutaj https://mocompany.pl/jak-znalezc-prace-warsztaty-indywidualne/)

Pracownik jako wyrobnik: folwark w nowoczesnym biurze

W niektórych firmach pracownik to nadal narzędzie – ma robić, milczeć i dziękować, że w ogóle jest zatrudniony. Taki model działał… w XIX wieku, a jak tylko łeb wychyli to słyszy

mam kolejkę chętnych na Twoje miejsce

Firmy, które traktują ludzi jak wyrobników, kończą z:

  • rotacją, jakby mieli drzwi obrotowe – niską efektywnością – problemami z rekrutacją – złym PR-em na rynku

Paradoks? Ci sami właściciele narzekają potem, że „nikt nie chce pracować”.

Januszostwo: „byle taniej” jako strategia biznesowa

Janusz Biznesu zawsze wie lepiej. Najlepiej tanio. Najlepiej szybko. Najlepiej bez wydawania pieniędzy.

„Po co inwestować w ludzi, przecież sobie poradzą!” „Po co szkolenia? To nie szkoła.” „Po co systemy? Excel wystarczy.”

A potem dramat, bo firma stoi w miejscu. Ludzie uciekają. Klienci odchodzą. A Janusz dalej się zastanawia, „co poszło nie tak”. A tymczasem to jego cudowne oszczędności wychodzą mu bokiem, bo gdyby były systemy, to by widział, co nie działa. Gdyby rozwijał zespół szkoleniami, to umieliby lepiej i tak dalej.

Skąpstwo, które wychodzi bokiem

Skąpienie w biznesie to jak dieta cud (wiesz, ta z tym cudem, że schudniesz, bo zredukujesz limit kalorii a potem będzie efekt JOJO), brzmi fajnie, ale kończy się płaczem. Nie inwestujesz w:

  • ludzi – procesy – narzędzia – szkolenia – komunikację

…to potem płacisz podwójnie: rotacją, stratami, reklamacjami, chaosem i długami.

Najdroższe firmy to te, które próbują oszczędzać na wszystkim.

Kultura organizacyjna: fundament albo ruina

To nie jest „miękki temat”. To kręgosłup.

Kultura decyduje o:

  • lojalności – wynikach – atmosferze – tempie rozwoju – jakości rekrutacji – odporności firmy na kryzysy

Zła kultura wciąga biznes jak ruchome piaski. Dobra niesie firmę dalej niż jakikolwiek budżet marketingowy. No ale niektórzy leczą swoje kompleksy dupolizami, donoszeniem na innych, złą atmosferą w zespole. Tylko nie widzą tego, że co drugi już szuka pracy albo kombinuje na co wziąć zwolnienie lekarskie.

Firmy starej daty nie przetrwają do 2030

Rynek pracy zmienia się szybciej niż algorytm Instagrama. Firmy, które stoją w miejscu, wypadają z gry. Nikt nie chce pracować tam, gdzie:

  • nie ma szacunku – ludzie się boją – nie ma rozwoju – każdy dzień to stres – decyzje bazują na układach – liczą się szybkie wyniki

To nie jest „fanaberia młodych”. To standard XXI wieku.

Zespół, nie folwark: przepis na firmę, która naprawdę działa

Jeśli firma chce przetrwać, wystarczy, że będzie:

  • stawiać na kompetencje, nie na układy,
  • inwestować w ludzi,
  • mówić otwarcie,
  • stawiać granice,
  • szkolić liderów,
  • budować kulturę, która nie opiera się na strachu,
  • szanować różnorodność, także wiekową

To nie są „nowinki”. To podstawy zdrowego biznesu i patrzenia długoterminowo a nie tylko „teraz i tu”.

Podsumowanie: pali się wszędzie, więc pora przestać gasić wodą ze szklanki

Polski biznes ma potężny potencjał, ale dopóki nie przestaniemy zamiatać brudów pod dywan, dopóty będziemy tonąć w tych samych błędach: nepotyzmie, dyskryminacji, skąpstwie, braku szacunku i archaicznych praktykach.

Zmiana jest nieunikniona. Pytanie brzmi: kto zdecyduje się ją zrobić dziś, a kto obudzi się dopiero wtedy, gdy firma zacznie tonąć?

Można dalej udawać, że „tak wygląda biznes”. Można liczyć, że ludzie „jakoś się dostosują”. Można czekać, aż problem sam zniknie.

Tylko że nic samo się nie naprawi.

Firmy, które mają odwagę przeciąć patologie, iść pod prąd i budować normalność – wygrywają. Rosną szybciej. Rekrutują mądrzej. Zatrzymują talenty. Mają wyniki, które nie są efektem szczęścia, tylko strategii.

Jeśli potrzebujesz kogoś, kto nie wejdzie z gadką coachingową, tylko z konkretami, doświadczeniem i odwagą powiedzenia rzeczy, których inni unikają — odezwij się.

Zrób pierwszy krok. Resztę przejdziemy razem.

Kontakt: 535506508

lub na https://mocompany.pl/rekrutacja-pracownikow-i-inne-uslugi/

I zróbmy porządek w biznesie, który ma potencjał być czymś więcej niż kolejnym polskim folwarkiem.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *